wyjatkowe-wypieki | e-blogi.pl
Blog wyjatkowe-wypieki
Tort Miś 2014-12-31

Witajcie Kochani!

Dziękujemy Wam za wszystkie życzenia, które man nadsyłacie. Są one dla nas bardzo ważne. Niestety z nadmiaru wiadomości oraz dużej ilości czasu poświęconego otwarciu i rozwojowi naszej restauracji El Corazon De Mexico, nie zdążyłyśmy jeszcze wszystkich przeczytać.

Dzisiaj notka będzie krótka, ponieważ już za 2 godziny obsługujemy Sylwestra z Polsatem. Spośród wielu propozycji złożonych między innymi przez Wojciecha Amorro Pomidorro, prowadzącą program Żołądkowe Rewolucje, Kotleta Szelera i Piksela Brodnidzkiego wybrałyśmy Polsat, ponieważ płacili najwięcej oraz transmitowali uroczyste wręczenie nam księżyca Miszelina. Przy okazji pragniemy nadmienić, że nasza restauracja jako pierwsza w Afryce posiada Księżyc Miszelina, oraz zaprosić Was do naszej cudownej restauracji, z siedzibą w Radiu Polsat, na niezapomniane chwile. Stoliki rezerwujcie z półrocznym wyprzedzeniem.

Teraz podzielimy się z Wami naszym najnowszym wypiekiem, który możemy polecić każdemu, kto obchodzi ważną uroczystość i chce zrobić wrażenie na gościach. Na rocznicę ślubu Księdza Adolfa z Wacławem, na którą miał przybyć sam  afrykański Wódz Fara Bara Czira Fara Tonga upiekłyśmy Torta Misia. Niestety Wódz nie dotarł, ponieważ zepsuły mu się sanie i rozchorował się Renifer Rudolf. Ale impreza i tak się udała, Tort Miś królował na stole. Smak znakomity, wygląd perfekcyjny. Goście byli zachwyceni i złożyli masę zamówień na identyczne torty. Nie polecamy robić tego tortu osobom niedoświadczonym, gdyż z pewnością, nie będzie wyglądał tak idealnie jak nasz, a wnętrze napewno nie wyjdzie.

Z okazji nadchodzących Świąt życzymy Wam szczęśliwego jajka, niech błękit nieba ucieszy oczy Wasze, słońce wyjdzie z ukrycia, a wiosna radością zaskoczy i natchnieniem do życia.


Tradycyjnie zamieszczamy zdjęcie naszego arcydzieła:


             


Murzyńska chata 2014-10-04


Witamy naszych wielbicieli!

Dziękujemy za wszystkie komentarze i wpisy w księdze gości. Zawsze z radością je czytamy. Jest ich tak dużo, że musimy odpowiadać na nie z opóźnieniem, za co przepraszamy. Serdecznie pozdrawiamy Księdza Adolfa, który udzielił się na naszym blogu oraz wspiera nas każdego dnia modlitwą i odprawia za nas Msze. Pozdrawiamy także Wacława, który jest obecnie na urlopie macierzyńskim i opiekuje się trójką swoich kociąt. Wielka niespodzianka spotkała nas ze strony parafian w naszej wsi, którzy zachwyceni naszymi wypiekami powodującymi szczęście wielkie jak wodospad Niagara tryskający wyżej, niż wieża Eiffla w Nowym Yorku. A jeśli o niej mowa to mogłyśmy ją zobaczyć na żywo podczas naszej wyprawy do Afryki, stojąc na czubku Mont Everestu. Wróćmy teraz do niespodzianki, którą był wyjazd na czarny ląd. Zachwycone tamtejszą architekturą, podczas pobytu w pałacu wodza Fara Bara Czira Fara Tonga plemienia Unga Bunga Riki Tiki, upiekłyśmy z piernika dokładny wizerunek tej budowli.

Przejdźmy teraz do samego opisu naszego kolejnego wyczynu kulinarnego. Bez żadnych problemów upiekłyśmy ciasto i powycinałyśmy szablony na domek.Gdy wystygło, przystąpiłyśmy do sklejania ścian lukrem. Gdy budowla była już gotowa, nadszedł czas zdobienia, co jest naszą mocną stroną. Wszystko poszło zgodnie z planem, a nasz pałacyk był wiernym odwzorowaniem prawdziwego. Wódz Fara Bara Czira Fara Tonga był tak zachwycony, że ogłosił nasz wypiek tradycyjnym daniem z okazji święta Zorzy Polarnej i Pierwszego Śniegu, na które dotychczas zarzynano i pieczono Pingwina.

Cóż wkrótce śnieg stopniał i mogłyśmy wracać do kraju. Szczęśliwe i wzbogacone o nowe doświadczenia. Na pożegnanie wódz Fara Bara Czira Fara Tonga i całe plemię, odtańczyli wokół Igloo taniec afrykańskiego bałwana z błota. Jest to specjalny taniec przynoszący szczęście w życiu zawodowym.

Nieposiadając się z radości dzikiej, jak Afryka dzielimy się z Wami zdjęciem wypieku, który podbił ten wspaniały kraj Kwitnącej Wiśni:




Witrażyki 2014-10-01

Witajcie najwierniejsi czytelnicy!

Tym razem postanowiłyśmy znowu upiec pierniczki, jednakże w innym wydaniu. Zbliżały się Święta Wielkiej Nocy, więc wybór padł na Bożonarodzeniowe pierniczki z witrażykami, które można zawiesić na choince. Zabrałyśmy się do pracy równie ochoczo jak Rudolf z Mikołajem do roznoszenia prezentów. Już na samym początku popełniłyśmy gafę, nie czytając przepisu. W trakcie pracy, gdy ciasto było już gotowe, okazało się, że ma leżeć 12 godzin w lodówce, a my chciałyśmy zdążyć, zanim przyjdzie Ksiądz po kolędzie. Nucąc cicho pod nosem "Przybieżeli do Betlejem", postanowiłyśmy wybrnąć z tej niespodziewanej sytuacji. Znalazłyśmy przepis, w którym były takie same składniki, lecz w innych proporcjach. Postanowiłyśmy możliwie podokładać składników tak, aby przepis się zgadzał. Każdy u nas we wsi wie, jak Ksiądz Adolf uwielbia słodycze, a i ministrantom i organiście też trzeba dać jakieś słodkości na drogę. Po tym eksperymencie, ciasto miało konsystencję zadowalającą. W ruch poszły foremeczki, i karpiki, i choineczki, i gwiazdeczki i bombeczki, no i bałwaneczki.


Kiedy ciasteczka były już wykrojone, nadeszła ta wspaniała chwila, aby wytłuc landrynki, niczym kotlety z karpia. Włożyłyśmy landrynki do poszewki na poduszkę i zaczęłyśmy tłuc je wałkiem, niczym Dziadek Mróz niegrzeczne dzieci rózgą. Pomysł ten nie był trafiony! Rączka od wałka odpadła, a landrynki w poszewce oblepione były  psimi kłakami. Ksiądz Adolf wielokrotnie nawoływał z ambony, by nie marnować żywności, więc wydłubałyśmy możliwie najwięcej kłaków z między landrynek, a jak coś zostało, to trudno. Święty Franciszek z Asyżu zawsze powtarzał, że zwierzęta, to nasi najmniejsi Bracia. Następnie dodałyśmy landrynki do otworków w ciasteczkach i wrzuciłyśmy je do piekarnika. Landrynki rozpływały się i wyciekały spod ciasteczek, a w dodatku były zbyt grube, by dało się je ugryźć. Ale wyglądały tak ładnie, że okazałyby się świetnymi prezentami na Nowy Rok, gdyby nie spowodowały zapłonu fajerwerków Sylwestrowych. I po takim samozapłonie, sierść psów się wypaliła, ciasteczka okazały się gładziutkie, jak po depilacji laserowej i smakowały niczym barszcz z uszkami na wigilii. Ciasteczka tak wszystkim smakowały, że postanowili sobie je zachować na czarną godzinę, a sam Dobrodziej , Ksiądz, Adolf zachował sobie jeden w kształcie dzieciątka, aby dać go swej wieloletniej sympatii na Walentynki. Wzruszające to bardzo, gdyż  myślał o powiększeniu rodziny, szczerze trzymałyśmy kciuki, aby Wacław spełnił marzenie Adolfa. Wkrótce dobiegła nas szczęśliwa nowina, iż naszym zakochanym urodziło się siedem zdrowych szczeniaczków.

Nie przypuszczałyśmy, że mały, kudłaty pierniczek stanie się początkiem tak pięknej historii miłosnej z HAPPY ENDEM. Fakt, że nasz wypieki miały tak ogromny i zarazem decydujący wpływ na czyjeś życie, zmotywował nas jeszcze bardziej do działania. Od tego dnia, nasza firma nosi nazwę WYJĄTKOWE WYPIEKI.

(Zbieżność osób i imion zawartych w teście jest PRZYPADKOWA)

A oto zdjęcia tych historycznych pierniczków:



Image and video hosting by TinyPic


Czekoladowe Pajączki 2014-09-27

Witamy serdecznie szerokie grono naszych wspaniałych i wiernych czytelników!

Zachęcone sukcesami osiągniętymi w wypiekach pierniczków, postanowiłyśmy spróbować czegoś nowego, ambitniejszego i bardziej skomplikowanego, gdyż nigdy, z niczym,  nie idziemy na łatwiznę. Wybór padł na Czekoladowe Pajączki. O ile skompletowanie składników okazało się względnie łatwe, to problemy pojawiły się, kiedy trzeba było skruszyć herbatniki z migdałami. Dużą niespodzianką dla nas, było to, że migdały są twardsze od herbatników i niemożliwe jest skruszenie ich razem. Rozpoczęłyśmy trudną pracę oddzielania migdałów od herbatników, niczym Kopciuszek oddzielający  ziarna maku od popiołu, oraz ciężką, jak głaz toczony przez Syzyfa pod górę. Po zakończeniu tej katorżniczej pracy, mogłyśmy zblenderować je osobno.

Po połączeniu przygotowanych składników, ciasto okazało się zbyt twarde. Wszystkie porcje odmierzone były według przepisu, dlatego nie wzbudziło podejrzliwości zbyt twarde ciasto, a jeszcze trzeba było je włożyć do lodówki na 30 minut. Problem pojawił się przy wykładaniu ciasta na herbatniki, które zaczęły się łamać, a wbicie nóżek, zrobionych z paluszków, okazało się wręcz niemożliwe.Ponieważ my nigdy się nie poddajemy, postanowiłyśmy zostawić ciasteczka bez nóżek.

W końcu doczekałyśmy się szczęśliwego zakończenia, niczym wierna Penelopa swego jedynego Odyseusza.

Pomimo tego, że ciasteczka nie wyglądały, jak pajączki, to wszystkim bardzo smakowały. Przy następnych wypiekach nie myślałyśmy już o przyczepianiu nóżek. W sercach naszych i naszych najbliższych, ciasteczka te, będą zawsze nazywać się "mordkami".

Na dowód tego, że nigdy nie warto się poddawać, zamieszczamy zdjęcie naszych śliczności:


Image and video hosting by TinyPic


Pierniczki 2014-08-27

Po zaliczonej sesji postanowiłyśmy uczcić zdane egzaminy lampką dobrze schłodzonego Piccolo. Ponieważ jedną z naszych największych pasji życiowych jest gotowanie i pieczenie, postanowiłyśmy dokształcić się w dziedzinie kulinarnej. Jesteśmy ambitnymi osobami, więc w naszych wypiekach nie idziemy na łatwiznę i eksperymentujemy z trudnymi przepisami. Zdecydowanie jesteśmy perfekcjonistkami, więc każde nasze dzieło kulinarne musi być idealne. Wpadłyśmy na pomysł, aby testować wyszukane przepisy i podzielić się naszymi osiągnięciami z szerokim gronem czytelników. Zachęcali nas do tego nasi najbliżsi, aby nasz talent nie został w cieniu.


Zwykle nasze działania w kuchni ograniczały się do pieczenia ciągle tych samych rogalików, ale tym razem postanowiłyśmy zrobić coś innego. Wybór padł na pyszne, miodowe pierniczki. Wszystko szło dobrze, dopóki nie nadszedł czas zdobienia. Pierwszym problemem było czym je upiększyć. Najpierw zdobienie rozpoczęłyśmy od nałożenia lukru strzykawką, ale ten pomysł kompletnie się nie sprawdził. Nie dość, że lukier ciężko nakładał się do strzykawki, to wychodził górą, zdobiąc wszystko, tylko nie pierniczek. Wtedy sięgnęłyśmy po stare sprawdzone narzędzie, jakim jest szpryca. Niestety i ten pomysł nie był trafiony. Końcówka do szprycy była zbyt szeroka, co nie pozwalało na namalowanie precyzyjnie detali, takich jak uszy czy oczy. W poszukiwaniu dogodniejszego sposobu, sięgnęłyśmy po zwinięty papier do pieczenia. Idea ta, również nie dała oczekiwanych rezultatów. Z pomocą przyszedł nam zwykły worek do mrożenia, dzięki któremu wszystko wyszło tak jak tego oczekiwałyśmy.


A oto efekty naszej pracy:



Serdecznie pozdrawiamy wszystkich naszych czytelników!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]